Myślałam, że wraz z nowym miesiącem mój traumatyczny tydzień zatytułowany "nie mam pieniędzy" odejdzie w niepamięć, a ja znów rzucę się w wir stołówkowych obiadków i kupowania trzy razy w tygodniu zestawów pokroju czekolada+ciastka+batonik na drogę ze sklepu do domu. Otóż już w tej chwili stwierdzam, że to niestety nie przejdzie. Po zapłaceniu rachunku i dwóch wyjściach na zakupy znów stanęłam w obliczu mocno ograniczonych środków i zapewne przez kolejne tygodnie będę nieustannie narzekać. Bo akurat jak mnie na to nie stać, to w kinie jest wysyp, naprawdę wysyp filmów, które chcę zobaczyć. Na które, do diabła ciężkiego, czekałam od kilku miesięcy. Biednemu zawsze piach w oczy, ot co.
Nawiązując do tytułu, przeżycie tygodnia za trzydzieści złotych dobrze działa na figurę, polecam, Paulina. W związku z ostatnim kryzysem "jestem gruba" zaczęłam znów liczyć kalorie i ogólnie to nietrudno zauważyć, że po wyeliminowaniu tego tysiąca, który zwykle pochłaniam ze słodyczami, niewiele ich zostaje, eheh. Rekord tygodnia ustanowił dzień trzeci z 580kcal. Nie umarłam z głodu, jak można by się spodziewać. Za to dostarczyłam rozrywki, zadając kluczowe pytanie: jak gotuje się marchewkę? Oczywiście później zrobiłam dokładniejszy wywiad w internecie i okazało się, że to co miałam na myśli, zwie się fachowo marchewką zasmażaną, do której potrzebna jest mąka. Mąki niestety nie posiadam, więc na przyszłość muszę obejść się smakiem.
Na koniec powiem, że zaczął się okres rozglądania za nowym mieszkaniem i już mi ręce i cycki, i generalnie wszystko co może, opada, jak czytam niektóre ogłoszenia i patrzę na oferowane pokoje. Chryste. Cały czas mnie zaskakuje, jaki ludzie mają tupet.
No comments:
Post a Comment