21 December 2013

spałam w Pile i to jak na razie tyle

Tak, tak, we wrześniu to było. Nie dość, że spałam w Pile, to jeszcze piłam w Pile! I zdjęcia robiłam.
Na początku byłam ładna!



Potem już trochę mniej. Nowa twarz rajstop, urzekło mnie to stwierdzenie.





  

Nie zapominając o najważniejszym zdjęciu. Ja - człowiek pociąg. I my! Hihihih.



More to come, korzystając z tego, że mam internet, który d z i a ł a. Dorzucę nutkę na koniec: 

09 December 2013

widuję cię ukradkiem i zachwycam się

Otóż działo się to na trasie Łódź Kaliska -  Warszawa Centralna. W większości była to smutna trasa, bo szara i nudna, nie mówiąc o mojej marnej kondycji. Lecz och, do czasu! W Żyrardowie bowiem wsiadł do mojego przedziału Bardzo Przystojny Facet. Spektakularnie przystojny. Taki z tych, których widuje się raz na pół roku, albo raz na rok. Albo może to ja takich tak rzadko widuję. Może problem w tym, że moje niezmiernie wysublimowane poczucie estetyki nie pozwala mi stwierdzać tak częściej. Niestety jeżdżąc rano autobusami nie zdarzają się takie cuda, jak choć jedna twarz, na którą można popatrzeć i nie krzywić się poprawić sobie humor o 7 rano. Wszyscy są marni. Nie, żebym ja była wybitna, zdaję sobie sprawę z potężnej hipokryzji.
Wracając do Bardzo Przystojnego Faceta.
Być może to miało mi właśnie umilić jazdę, na zasadzie "no, wiesz, Paulina, z racji tego, że ostatnie cztery dni wyrzygiwałaś sobie płuca, to miej chociaż coś od życia i sobie popatrz na ładnego człowieka", albo z drugiej strony "skoro już wyrzygiwałaś sobie płuca od czterech dni, to możesz się jeszcze dobić, że zaraz i tak wszyscy wysiądziecie i już nigdy takiego nie znajdziesz, a poza tym to wyglądasz beznadziejnie".

Poznałam ostatnio fantastyczny cytat Juliana Tuwima, który mówi, iż:

Mężczyzna długo pozostaje pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie.

I podejrzewam, że on w chwili, jak wsiadł, to już wiedział, że zrobił to spektakularne wrażenie. Zresztą, szczerze, jak się tak wygląda, to można z wysokim prawdopodobieństwem założyć, że robi się wrażenie na większości kobiet (a może i mężczyzn).
W każdym razie poszukując idealnego porównania między nami, doszłam do wniosku, że to będzie to:

Smutno mi (nie, tak naprawdę to zazdrość) jak widzę dobrze ubrane i ogarnięte dziewczyny, ale jak facet jest ubrany sto razy lepiej ode mnie, to już w ogóle mi przykro. No, ale tacy zdarzają się raz do roku, o czym już wspomniałam. I nie było mi przykro, zdecydowanie nie.
W każdym razie, Bardzo Przystojny Facet musiał być pod dużym wrażeniem, jakie zrobił na mnie, bo gdy wysiedliśmy na Centralnym, to obrócił się dwa razy na schodach, pewnie nie dowierzał (musiałam mieć to wymalowane na twarzy, a w dodatku nie omieszkałam chwycić za telefon, by podzielić się tą rewelacją). Gdybym była bohaterką romantycznej komedii (a może thrillera?), pobawiłabym się w stalkera i poszła za nim. Zamiast tego zaraz zgubiłam go w tłumie, a potem siebie. Przeszłam ten cholerny korytarz jakieś 4 razy w obie strony i na boki, nim zorientowałam się, że Złote Tarasy są po przeciwnej.

22 October 2013

I don't eat, I don't sleep

I am not a loving woman. That is a talent to love - and I lacked it.
Ktoś powinien być ze mną nocą i ratować mnie przed sobą. W dzień usiłuję ratować innych. Chyba marne mają ze mnie pocieszenie, ale przecież się staram.
Lecz cóż, jedyne towarzystwo, na jakie mogę liczyć, to pająki.

It's about using your unhappiness to help you see other people's pain.
George Eliot, Daniel Deronda
Ojejku. Postanowiłam przeczytać o panu Eliocie, bo zastanawiałam się kiedy pisał te swoje książki, bo w bibliotece jest tylko oryginał i uznałam, że mimo szczerych chęci XIX wieczna angielszczyzna mogłaby nieco przerosnąć moje możliwości... I okazało się, że George Eliot był kobietą. Boże. Tzn. wiem, że kobiety tak robiły, ale... Mimo wszystko się zdziwiłam, nie.

10 October 2013

z cyklu: zabawna historia [2]

Otóż dziś opowiem kolejną zabawną historię. Czwartek, moje pierwsze zajęcia z diagnostyki cytogenetycznej. Również jedne z pierwszych ćwiczeń laboratoryjnych w tym semestrze. Wszystko pięknie, dostaliśmy test na dobry początek (dobrze, że nie na ocenę, bo wykazałam się żałosnym poziomem wiedzy - po tylu latach! wstyd mi), ogólnie zajęcia zapowiadają się ciekawie i przynajmniej będzie to coś przydatnego.
Zadanie na dziś: założenie hodowli leukocytów, żebyśmy mogli w kolejnych tygodniach prowadzić rzeczoną diagnostykę. Hodowla leukocytów, czyli musieliśmy się trochę wykrwawić. Spoko, co to dla mnie! Już się kłółam na biologii molekularnej, fizjologii zwierząt, immunologii... Nic nowego. Tyle, że mieliśmy tym razem zwykłe igły do strzykawek, bo insulinówki ponoć za słabo tną, ehehe.
Wszystko gotowe.
Siadam, kłóję dwa razy, żeby lepiej leciało. Dwa razy machnęłam palcem i nie trafiłam do probówki, ale cztery krople wycisnęłam, wszystko pięknie. Sięgam po wacik kosmetyczny i przytykam do palca, zakręcam probówkę, mieszam, podaję koleżance z pary.
Śnię o zapachu krwi i o tym, jak wycieram palec wacikiem.
Dobrze mi się spało.
Dopóki nie przejrzałam na oczy i nie okazało się, że gapię się na sufit, że głowę podtrzymuje mi prowadząca ćwiczenia, a ktoś kładzie mi nogi na krzesło. Grupa skupiona naokoło - dostarczyłam mocy rozrywek! Trzęsą mi się ręce. Wychodzę na korytarz, kilka osób idzie ze mną w ramach asekuracji.
It's gonna be legendary. W przyszłych latach będą mówić: tylko uważajcie, bo jedna ze studentek kiedyś tu zemdlała.
Po kilku minutach wracam na salę i kończymy ćwiczenia, a prowadząca żartuje, żeby asekurować kolegę, który kończy zakładanie hodowli z krwi.
It'a a kind of funny story!

11 September 2013

kocham panią

Ostatnio brutalnie pozbawiona mp3 z powodu zepsutego kabelka (a potem baterii, która padła, nim ruszyłam w drogę) musiałam sama sobie dostarczyć rozrywki w postaci muzyki w autobusach i pociągach, i tak właśnie chodziła za mną ta piosenka (razem ze Znam ze snu twe usta i oczy twoje znam, jak we śnie tę samą masz postać, nawet uśmiech ten sam! Kto zgadnie, co to, wygrywa talon na balon.). W ogóle z racji znacznego pogrążenia w XIX wieku, a do tego po Kartce miłości, urzeka mnie niezmiernie ten zwrot. W ogóle te panny, panie i panowie. Chyba lubię dystans, jaki utrzymują między ludźmi.
Wachlowała się, zaczerwieniona i zgrzana tańcem. Pierś jej unosiła się pod prześwitującą koronką sta­nika. I znów poczuła na ramionach oddech Henryka, który jej nie odstępował, ale nie miała już siły, by uciec przed jego wyznaniem. Przysunął się i powie­dział cicho, tuż przy jej włosach:
   Kocham panią! Jakże panią kocham!
Gorący żar ją ogarnął, zapłonęła od stóp do głowy. Boże mój! A więc powiedział — nie będzie już mogła udawać, że o tym nie wie! Jakże teraz zachowa spo­kój? Zaczerwienioną twarz zakryła wachlarzem. Roz­ochocona dzieciarnia tupała zawzięcie, tańcząc ostat­niego kwadryla. Dźwięczały srebrzyste śmiechy, piskli­we okrzyki radości rozlegały się jak świergot ptaków. Dziwna świeżość biła od tych maleństw rozhasanych jak diabliki.
   Kocham panią! Jakże panią kocham! — powtó­rzył Henryk.
Zadrżała znowu, nie chciała słuchać. Nieprzytomna, cofnęła się do stołowego pokoju. Tu było pusto, tylko pan Letellier spał smacznie na krześle. Henryk wszedł za nią. Odważył się schwycić ją za ręce nie bacząc na nic; zadrżała, gdy zobaczyła jego twarz zmienioną pożądaniem. Powtarzał wciąż:
   Kocham panią, kocham panią!
 Z racji tego, że nie przeszkadza mi słuchanie piosenek w kółko po tysiąc razy, to i powtarzanie dwóch wersów w nieskończoność też mnie zadowala, bo zawsze to lepsze, niż słuchanie ludzi w środkach komunikacji miejskiej.

To było tytułem wstępu, bo prócz tego mam kilka zdjęć z Tczewa. Generalnie moje małe marzonko się spełniło, bo jeżdżąc cztery lata przez tczewski most, bardzo chciałam kiedyś na niego wleźć i zrobić tam zdjęcia. No i w końcu wlazłam i zrobiłam. Zdjęcia robiła Klaudia G. i ogólnie było bardzo miło.



Jak widać na załączonym obrazku, muszę schudnąć, a jakoś na trzech dniach ćwiczeń się skończyło.

04 September 2013

girl from the neighbourhood

Zaraz po powrocie z Helsinek (męczącym, choć z pewnością pełnym wrażeń) poszłam na bardzo spontaniczne zdjęcia ze wspaniałą Kaliną i tym sposobem wykorzystałyśmy ostatni ładny wieczór, przed nastaniem dwóch dni iście listopadowych. Poszwędałyśmy się po starym mieście, w miejscach, o których istnieniu nawet nie wiedziałam, wzbudziłyśmy pewne, acz niezbyt wielkie, zainteresowanie wśród przechodniów i obie złapałyśmy katar.







A potem przebrałam się przy garażach (mam coraz większą wprawę, nie powiem) i stałam się wdową. Idealnie, if you ask me.




03 September 2013

po pierwsze: motywacja

Jako, że jest wrzesień, a ja jak zwykle w czasie wakacji rozrosłam się do rozmiarów słonia (albo wieloryba. Cud, że jeszcze nie ganiają za mną z harpunami.), to postanowiłam temu zaradzić w trybie przyspieszonym. Bo to już jest naprawdę skandal. Granice przyzwoitości przekroczone już trzy kilogramy temu. Teraz to już wspinam się na szczyty rozpaczy.
A zatem próbuję także zmobilizować Dorotę, bo w kupie raźniej (chociaż liczyłam, że wstanie wcześniej i poćwiczymy rano, niestety, przeliczyłam się).
I tu właśnie, w ramach motywacji, moje najpiękniejsze zdjęcie wstawię, z czasów, gdy miałam najpiękniejszą wagę i w ogóle jeszcze mi się chciało.


23 July 2013

500 days of Summer

Lato, więc wstawię letnie zdjęcia. Byłam na zlocie fotograficznym, więc mam mnóstwo zdjęć i wszystkie są prawie takie same, co mnie niespecjalnie urządza. Poza tym byłam atakowana ze wszech stron i tak zgłupiałam, że w sumie wszędzie wyglądam tak samo. Wolę kameralnie.

Poza tym, to chyba moje najbardziej towarzyskie wakacje. Jest fajnie.

A do zlotowych zdjęć malowała i czesała Sviatlana :)

zeszłoroczne od Gosi Kołtuniak

tegoroczne od Gosi
fot. Kalina Ciszewska <3

fot. Kalina Ciszewska
fot. Stanisław Malc


15 June 2013

zabawna historia

Opowiem dziś zabawną historię. Otóż włączyłam sobie film. Nie powiem jaki, żeby nie zbłaźnić się całkowicie. W każdym razie w tym oto filmie pewien lekarz miał naprawić komuś nogę, ale niezbyt mu to wyszło i noga poszła na cięcie.
W tym momencie ja, okaz zdrowia i sił witalnych poczułam nadchodzące nieszczęście, ale naiwnie sądziłam, że uda mi się temu zapobiec.
Otóż nie.
Pewne źródła każą mi sądzić, że obudziłam się około pół godziny później na podłodze. Mam zbite kolano, pokrzywione okulary i wciąż nie czuję się specjalnie dobrze.
Taka zabawna historia!

10 June 2013

Zmądrychwstanie racz mi dać Panie

Zostałam licencjatem.
Nie brzmi to zbyt dumnie, mało kto to pewnie uznaje za wartościowe i na pewno nikt nie pomyśli, co to była za droga krzyżowa, dotrzeć do końca.
To smutne.
I ostatecznie tak właśnie skończyłam, wracając (jedyne naprawdę szczęśliwe powroty to te po zdjęciach, żadne inne). A może to przez drugie dno.

Julia Marcell będzie na Cudawiankach, zacieszam.


28 May 2013

Costa Brava

Dzień pełen stresu, rozpoczęty o 5.30 (wstanie przed budzikiem o tej porze to chyba naprawdę najlepsze zobrazowanie stresu) i zakończony o 22. Oczywiście będąc nadgorliwą, wiecznie spieszącą się, skończyłam jak zwykle. Spóźniona. Głównie to w życiu jestem spóźniona, ale to taka dygresja, bo tu akurat mam na myśli sianie paniki w dziekanacie, włamywanie się do niego po zamknięciu, ręce zbyt trzęsące, by otworzyć torbę i skurcz żołądka przez 6h. Koniec końców załatwiłam. Swoją drogą, jestem taka elokwentna, że to aż boli. Moje rozmowy z promotorką z mojej strony wyglądają tak: dobrze, tak, mhm, tak tak, dobrze. I wychodzi na to, że cały przyszły tydzień spędzę w Olsztynie. Uh oh.

Plusem spędzenia całego dnia w Oln było wywołanie filmu z Hiszpanii (dobry czas, czekał tylko miesiąc, albo półtora!).



25 May 2013

blow out all the candles

Byłam dziś piękna na przekór pogodzie.
I w ogóle bardzo miło.
You're too old to be so shy, he says to me, so I stay the night.

03 May 2013

.

tkwię w stanie permanentnego żalu i tęsknoty za czymś, czy może bardziej do czegoś, już mi twarz zastygła w niezmiennym wyrazie i nic z tym nie mogę zrobić. co gorsza, czas mnie zaczyna gonić, co wcale nie poprawia sytuacji.
nawet zapychanie głowy cudzym życiem nie poprawia sytuacji, choć przez długi czas spełniało swoje zadanie.


05 April 2013

heart on fire

Poważnie, nie mogę przestać tego słuchać. Dziś była moja pierwsza podróż tam-i-z-powrotem do Olsztyna i przynajmniej 3h ta piosenka leciała w kółko. Pociąg jechał z Gdyni i nie wiem, gdzie to zrobił, ale nim dojechał do Gdańska, miał pół godzinną obsuwę. Co jednak ciekawsze - nadrobił ją niemal całkowicie. W każdym razie zdążyłam obskoczyć bibliotekę, promotorkę (dużo plusików odnośnie mojej pracy), zarezerwować pokój na następny raz, kupić film do aparatu (sprzedawca wydał się jakiś taki onieśmielający, więc wykazałam się swoim blond geniuszem i rzekłam: poproszę film kolorowy... do aparatu - no, bo ciekawe do czego innego kupowałabym film u fotografa!). Ach, nie wiem, o co chodzi, ale wprowadzili chyba miejscówki w TLK. Odnoszę wrażenie, że to zły pomysł. Od razu taka negatywna aura. Pierwsze, co usłyszałam po wybraniu przedziału (zgodnie z danymi na bilecie) to: pani siedzi na moim miejscu. Jezus, bo jak numerek za moją głową się nie daj Boże nie zgodzi to co, wyrzucą mnie z pociągu? Ech.

Z samego rana przeczytałam też bardzo miłą notkę u Kasi (tutaj) odnośnie naszej sesji olsztyńskiej. Chyba dlatego miałam cały dzień dobry humor, chodząc po tych szarych miastach. Wciąż zima. Te zdjęcia wciąż napawają mnie taką energią, że hoho! Wcale nie widać, że było z -10 stopni. Super ekipa i super atmosfera, znów powiem: I'll come running with a heart on fire, jeśli tylko będzie szansa na powtórkę.









19 March 2013

the winters with me

Przemęczyłam ten rozdział, wiele odkrywczych rzeczy nie napisałam, ale są tam mądre słowa, takie jak: strefowa elektroforeza kapilarna (CZE) i micelarna elektrokinetyczna chromatografia kapilarna (MEKC). Oczywiście, pojęcia nie mam, jak to działa i w ogóle, ale to drugie pozwala na rozdzielenie 17 rodzajów alkaloidów o okropnych nazwach. Jeszcze cholerne podsumowanie i skończę, alleluja.

 Cóż, wiosny się chyba nie doczekamy, bo cały dzień sypie w najlepsze.


16 March 2013

Szczecin

Próbuję czytać te artykuły, głównie muszę uzupełnić jeden fragment, a niestety artykuły o tym traktujące miażdżą mi mózg, więc zamiast tego wstawię zdjęcia ze Szczecina. Genialny plan. Jak widać, była jesień.



15 March 2013

Puszysta bułka

Taki tytuł chyba najlepiej odzwierciedli motyw przewodni weekendu. No i może jeszcze wieża Eiffle'a. I fassbending randomly. More to come!

Kasia z gustowną meblościanką w tle



tu tak naprawdę chodziło o pizzę, reszta jest tylko dodatkiem

"czy mam język?"
+ zakochałam się:

06 March 2013

I'll come running with a heart on fire

Tak, przybiegnę, przyjadę, gdziekolwiek, powiedz tylko słowo, tylko że chcesz.


W sobotę Łódź, a po Łodzi wywołam w końcu film, który czeka od sierpnia. So excited! A poza tym, to jestem najbardziej śmierdzącym leniem wszech czasów. Napisałam całą pracę, poza abstraktem i podsumowaniem, od ponad tygodnia czytam artykuły po angielsku, w tempie jeden artykuł przez 3 dni, to żałosne. Nawet nie chce mi się przeczytać całej pracy od początku, żeby to podsumowanie zrobić. Brawa dla mnie.

01 February 2013

+10 do inteligencji

Ach, nie sądziłam, że sesja może przebiegać tak gładko. Prócz zwolnienia z egzaminu (dzięki ci Boże, albo Bożeno i teraz to już kij ci w oko!) za mój drugi egzamin dostałam... taratata czwórkę! Moja pierwsza i zapewne ostatnia 4 w historii egzaminów. Ale cóż się dziwić. To był jedyny semestr, w którym miałam wszystko zaliczone i naukę zaczęłam prawie tydzień przed. Repeta mi służy, heh.
Teraz pozostało skończyć pisanie licencjatu. I mam dwa tygodnie ferii, hm, właściwie teraz to już mam cały semestr ferii i coś muszę z tym zrobić, tylko bycie dorosłym człowiekiem jest takie ciężkie, jak ma się mentalność słabo rozgarniętej 15-latki.
I ach! Czekam na marzec i na Łódź! Can't wait.

Ok, kilka zdjęć z grudnia jeszcze, bo ostatnio posucha.
Robił Grzegorz, ubierała Karina, malowała Paulina, a stałam ja.