11 September 2013

kocham panią

Ostatnio brutalnie pozbawiona mp3 z powodu zepsutego kabelka (a potem baterii, która padła, nim ruszyłam w drogę) musiałam sama sobie dostarczyć rozrywki w postaci muzyki w autobusach i pociągach, i tak właśnie chodziła za mną ta piosenka (razem ze Znam ze snu twe usta i oczy twoje znam, jak we śnie tę samą masz postać, nawet uśmiech ten sam! Kto zgadnie, co to, wygrywa talon na balon.). W ogóle z racji znacznego pogrążenia w XIX wieku, a do tego po Kartce miłości, urzeka mnie niezmiernie ten zwrot. W ogóle te panny, panie i panowie. Chyba lubię dystans, jaki utrzymują między ludźmi.
Wachlowała się, zaczerwieniona i zgrzana tańcem. Pierś jej unosiła się pod prześwitującą koronką sta­nika. I znów poczuła na ramionach oddech Henryka, który jej nie odstępował, ale nie miała już siły, by uciec przed jego wyznaniem. Przysunął się i powie­dział cicho, tuż przy jej włosach:
   Kocham panią! Jakże panią kocham!
Gorący żar ją ogarnął, zapłonęła od stóp do głowy. Boże mój! A więc powiedział — nie będzie już mogła udawać, że o tym nie wie! Jakże teraz zachowa spo­kój? Zaczerwienioną twarz zakryła wachlarzem. Roz­ochocona dzieciarnia tupała zawzięcie, tańcząc ostat­niego kwadryla. Dźwięczały srebrzyste śmiechy, piskli­we okrzyki radości rozlegały się jak świergot ptaków. Dziwna świeżość biła od tych maleństw rozhasanych jak diabliki.
   Kocham panią! Jakże panią kocham! — powtó­rzył Henryk.
Zadrżała znowu, nie chciała słuchać. Nieprzytomna, cofnęła się do stołowego pokoju. Tu było pusto, tylko pan Letellier spał smacznie na krześle. Henryk wszedł za nią. Odważył się schwycić ją za ręce nie bacząc na nic; zadrżała, gdy zobaczyła jego twarz zmienioną pożądaniem. Powtarzał wciąż:
   Kocham panią, kocham panią!
 Z racji tego, że nie przeszkadza mi słuchanie piosenek w kółko po tysiąc razy, to i powtarzanie dwóch wersów w nieskończoność też mnie zadowala, bo zawsze to lepsze, niż słuchanie ludzi w środkach komunikacji miejskiej.

To było tytułem wstępu, bo prócz tego mam kilka zdjęć z Tczewa. Generalnie moje małe marzonko się spełniło, bo jeżdżąc cztery lata przez tczewski most, bardzo chciałam kiedyś na niego wleźć i zrobić tam zdjęcia. No i w końcu wlazłam i zrobiłam. Zdjęcia robiła Klaudia G. i ogólnie było bardzo miło.



Jak widać na załączonym obrazku, muszę schudnąć, a jakoś na trzech dniach ćwiczeń się skończyło.

04 September 2013

girl from the neighbourhood

Zaraz po powrocie z Helsinek (męczącym, choć z pewnością pełnym wrażeń) poszłam na bardzo spontaniczne zdjęcia ze wspaniałą Kaliną i tym sposobem wykorzystałyśmy ostatni ładny wieczór, przed nastaniem dwóch dni iście listopadowych. Poszwędałyśmy się po starym mieście, w miejscach, o których istnieniu nawet nie wiedziałam, wzbudziłyśmy pewne, acz niezbyt wielkie, zainteresowanie wśród przechodniów i obie złapałyśmy katar.







A potem przebrałam się przy garażach (mam coraz większą wprawę, nie powiem) i stałam się wdową. Idealnie, if you ask me.




03 September 2013

po pierwsze: motywacja

Jako, że jest wrzesień, a ja jak zwykle w czasie wakacji rozrosłam się do rozmiarów słonia (albo wieloryba. Cud, że jeszcze nie ganiają za mną z harpunami.), to postanowiłam temu zaradzić w trybie przyspieszonym. Bo to już jest naprawdę skandal. Granice przyzwoitości przekroczone już trzy kilogramy temu. Teraz to już wspinam się na szczyty rozpaczy.
A zatem próbuję także zmobilizować Dorotę, bo w kupie raźniej (chociaż liczyłam, że wstanie wcześniej i poćwiczymy rano, niestety, przeliczyłam się).
I tu właśnie, w ramach motywacji, moje najpiękniejsze zdjęcie wstawię, z czasów, gdy miałam najpiękniejszą wagę i w ogóle jeszcze mi się chciało.