Cóż, oto mamy nowy rok akademicki, w którym dla odmiany nie mam prawie nic do roboty i to jest dosyć przerażające, bo bez ram czasowych, bez zapełnionego grafika przechodzę, a może raczej, kontynuuję stan wegetacji. Zajęcia stałe będą jedynie w poniedziałki i wtorki, we środy kolokwia raz na jakiś czas, w piątki blok 2 razy (okaże się lada dzień, kiedy dokładnie) i we czwartki dopiero pod koniec semestru.
Wypadałoby spiąć dupę, napisać licencjat w dwa miesiące i znaleźć pracę na przykład. Ciężki plan dla kogoś, kto zdążył zmienić się w wór.
Od poniedziałku zdążyłam za to odkurzyć dwa razy (kocham ten odkurzacz, co tu jest), ogarnąć balkon, odczyścić krzesło i posprzątać łazienkę. To jednak nie tak źle, jak na wór. Mam dwa okna i drzwi balkonowe, za każdym mieszka pająk. Przeklęte bestie, oby zdechły zimą. Ale w pokoju jest ciepło, mimo tych okien.
A to mój nowy pokój!


No comments:
Post a Comment