25 January 2013

cud

- Tylko niech się pani nie stresuje - powiedział doktor, wciskając mi w ręce indeks. Już wiedziałam, co zaraz nastąpi i wbrew radzie wpadłam w panikę, co objawiło się niewyraźnym uśmiechem z serii "a muszę?" - Pójdzie pani do profesor i z nią porozmawia, żeby rozstrzygnąć ocenę. Tylko niech się pani nie stresuje!
Stałam jeszcze chwilę, niezbyt dowierzając, że posyła mnie na taką okrutną wyprawę. Ostatecznie jednak wydukałam, że "no dobrze..." i poszłam. Usiąść, bo miałam odczekać kilkanaście minut. W tym czasie usilnie próbowałam przypomnieć sobie, co też było na kolokwium numer dwa, którego nie zaliczyłam w pierwszym terminie. Uczyłam się do niego prawie dwa miesiące temu, co zdecydowanie działało na moją niekorzyść.
Wcześniej, gdy szłam po wpis, dokładnie wiedziałam, czego się spodziewać. Z pewnością nie cudów, cuda się u mnie nie zdarzają. Z wyników wychodziło mi niezbicie 3,5 i nie kłóciłabym się z tym werdyktem. Doktor z kolei wpatrywał się w moje oceny i orzekł, że nie wie, co ze mną zrobić, po czym poleciał się "skonsultować". Nie jestem mistrzem walczenia o swoje. Kiedyś bałam się podnieść rękę na znak, że byłam na wystarczającej ilości wykładów, by dostać o pół oceny wyżej.
W końcu uznałam, że nie mogę więcej zwlekać i trzeba stawić czoła nieuniknionemu. Siadłam w tym okropnym gabinecie i czekałam.
- No i co - nie wiem, co to za durne pytanie. Co, co? Ja zrobiłam już wszystko w tym semestrze, co mogłam. Nie ode mnie teraz zależało "co". Odparłam więc elokwentnie:
- No nie wiem.
Profesor nie omieszkała stwierdzić, że potrzebowałam całego roku, by się nauczyć przedmiotu. Próbowałam się bronić, ale jestem w tym równie marna.
- Jak widać na drugie koło też zabrakło czasu - co, miałam sie tłumaczyć? Powiedzieć, że nie, że uczyłam się cały cholerny tydzień, ale nie wyszło?
- Raczej pół punkta - odparłam i już więcej nie mówiłam, bo po co.
W związku z tym kobieta wzięła kalkulator i po chwili obwieściła mi to, co wiedziałam od dawna, a mianowicie, że wychodzi 3,5. Po czym dodała, że jeśli mnie to satysfakcjonuje, to postawi mi tyle z egzaminu. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy żartuje. Ostatecznie zaryzykowałam, że jednak nie żartuje i naprawdę zamierza mnie zwolnić. Rzekłam więc znamienne "tak". Potem plułam sobie w brodę, że nie uzupełniłam indeksu, bo też się tego uczepiła, z czego próbowałam wybronić się stwierdzeniem, że raczej nie brałam pod uwagę, że tak szybko dostanę wpis.
No cud.
A na dodatek później się okazało, że z pisanego wcześniej testu dostałam 4,5.
Wciągnęłam również pająka odkurzaczem, taka adrenalina!
Dzień pełen wrażeń.

2 comments:

  1. Yay! To ile Ci jeszcze pozostało do zaliczenia?^^
    Gratuluję pająka xD Byle by teraz nie wyszedł >.<

    ReplyDelete
    Replies
    1. tylko 1 egzamin w poniedziałek :D
      co ty, to niemożliwe żeby wyszedł z odkurzacza xD

      Delete