12 March 2017

winter's going

Ten tytuł to raczej pobożne życzenie, bo zima ni cholery nie chce sobie pójść. Nie wiem, jakoś w tym roku wyjątkowo słabo znoszę zimę, chociaż przecież to w sumie moja ulubiona pora roku. Znacznie lepiej znosiłam zimy w takim Olsztynie, gdzie zdarzały się góry śniegu i temperatury dochodzące do -20 stopni. I jakoś nie marzłam tak strasznie, i miałam się w co ubrać. No ja nie wiem. A w tym roku jest mi non stop zimno. Może to wynikać z tego, że chodzę dalej w tej samej kurtce, w której chodziłam ze 4 lata temu i zwyczajnie już mi się zbadziała. Bo ile ten puch może grzać, no nie? Szczególnie, że połowa już wylazła. Inna rzecz, że całą zimę spędziłam w biurze, w którym nie działają grzejniki, w związku z czym było mi zimno w drodze do pracy, w pracy, w drodze powrotnej i potem jeszcze w domu. W takiej sytuacji moja niechęć do tegorocznej zimy chyba staje się nieco bardziej uzasadniona. Co do niedziałających grzejników w pracy, podobno nie działają już od paru lat. A do tego przy próbie zrobienia czegoś z tym fantem, ostatecznie jakoś miesiąc temu nam obwieszczono, że nic się nie da zrobić i spróbują rozwiązać problem po okresie grzewczym. Także no. Bez komentarza.

W każdym razie próbuję dłubać ten tekst do publikacji, ale czuję się trochę, jakbym każde słowo wykrwawiała. Większość tego, co napisałam, przypomina na razie kompletnie wyrwane z kontekstu notatki, nie mówiąc o tym, że połowa pozbawiona jest przypisów i uzupełnienie tego też będzie wyzwaniem. Ale te bazgroły zajmują już pół strony, więc jeszcze trochę tekstu, przypisy i może, może! uda mi się dobić do wymaganej objętości. 

No i skoro o zimie mowa, to pokażę kolejne zdjęcia wykonane ze Stanisławem, na które pobiegliśmy, by skorzystać z rzadkiej ostatnimi czasy okazji na uwiecznienie śniegu. 
Swoją drogą myślałam, że zrobiłam sobie ładny makijaż, ale jak zobaczyłam go na zdjęciach, to uznałam, że jednak nie za bardzo. No, ale człowiek uczy się na błędach.

 




No comments:

Post a Comment