Poszłam dziś na ćwiczenia po prawie trzech tygodniach przerwy i dostałam niezły wycisk. Ale było warto, hehe. Tym bardziej, że stan mojego cielska pozostawia sporo do życzenia, o mojej wydolności nie wspominając (w dalszym ciągu potrafię się zasapać przy wchodzeniu na piąte piętro jednym ciągiem, no więc trochę żal). W każdym razie liczę na to, że wraz z przeprowadzką i wspólnym mieszkaniem zdobędę się (i nie tylko ja) na regularne treningi.
A tymczasem pokażę moją chyba jak dotąd ulubioną sesję... albo nie, w sumie nie. Ale część tej sesji to mój absolutny faworyt. No i tu mi makijaż wyszedł już całkiem zacnie, więc duma mnie rozpiera jak nie wiem co. Swoją drogą czaję się na kupno nowych pędzelków, ale koszt koszyka tak szybko rośnie, że (jak zawsze) myślę sobie, że poczekam do wypłaty. Chociaż to przecież wiele nie zmieni.
 |
| FAWORYT!!!! |
 |
| faworyt 2 |
 |
| z cyklu: "omg, apo, jesteś moją boginią seksu" czyli komentarze koleżanek zawsze na propsie |
No comments:
Post a Comment