Poważnie, nie mogę przestać tego słuchać. Dziś była moja pierwsza podróż tam-i-z-powrotem do Olsztyna i przynajmniej 3h ta piosenka leciała w kółko. Pociąg jechał z Gdyni i nie wiem, gdzie to zrobił, ale nim dojechał do Gdańska, miał pół godzinną obsuwę. Co jednak ciekawsze - nadrobił ją niemal całkowicie. W każdym razie zdążyłam obskoczyć bibliotekę, promotorkę (dużo plusików odnośnie mojej pracy), zarezerwować pokój na następny raz, kupić film do aparatu (sprzedawca wydał się jakiś taki onieśmielający, więc wykazałam się swoim blond geniuszem i rzekłam: poproszę film kolorowy... do aparatu - no, bo ciekawe do czego innego kupowałabym film u fotografa!). Ach, nie wiem, o co chodzi, ale wprowadzili chyba miejscówki w TLK. Odnoszę wrażenie, że to zły pomysł. Od razu taka negatywna aura. Pierwsze, co usłyszałam po wybraniu przedziału (zgodnie z danymi na bilecie) to: pani siedzi na moim miejscu. Jezus, bo jak numerek za moją głową się nie daj Boże nie zgodzi to co, wyrzucą mnie z pociągu? Ech.
Z samego rana przeczytałam też bardzo miłą notkę u Kasi (tutaj) odnośnie naszej sesji olsztyńskiej. Chyba dlatego miałam cały dzień dobry humor, chodząc po tych szarych miastach. Wciąż zima. Te zdjęcia wciąż napawają mnie taką energią, że hoho! Wcale nie widać, że było z -10 stopni. Super ekipa i super atmosfera, znów powiem: I'll come running with a heart on fire, jeśli tylko będzie szansa na powtórkę.
05 April 2013
19 March 2013
the winters with me
Przemęczyłam ten rozdział, wiele odkrywczych rzeczy nie napisałam, ale są tam mądre słowa, takie jak: strefowa elektroforeza kapilarna (CZE) i micelarna
elektrokinetyczna chromatografia kapilarna (MEKC). Oczywiście, pojęcia nie mam, jak to działa i w ogóle, ale to drugie pozwala na rozdzielenie 17 rodzajów alkaloidów o okropnych nazwach. Jeszcze cholerne podsumowanie i skończę, alleluja.
Cóż, wiosny się chyba nie doczekamy, bo cały dzień sypie w najlepsze.
Cóż, wiosny się chyba nie doczekamy, bo cały dzień sypie w najlepsze.
16 March 2013
Szczecin
Próbuję czytać te artykuły, głównie muszę uzupełnić jeden fragment, a niestety artykuły o tym traktujące miażdżą mi mózg, więc zamiast tego wstawię zdjęcia ze Szczecina. Genialny plan. Jak widać, była jesień.
15 March 2013
Puszysta bułka
06 March 2013
I'll come running with a heart on fire
Tak, przybiegnę, przyjadę, gdziekolwiek, powiedz tylko słowo, tylko że chcesz.
W sobotę Łódź, a po Łodzi wywołam w końcu film, który czeka od sierpnia. So excited! A poza tym, to jestem najbardziej śmierdzącym leniem wszech czasów. Napisałam całą pracę, poza abstraktem i podsumowaniem, od ponad tygodnia czytam artykuły po angielsku, w tempie jeden artykuł przez 3 dni, to żałosne. Nawet nie chce mi się przeczytać całej pracy od początku, żeby to podsumowanie zrobić. Brawa dla mnie.
W sobotę Łódź, a po Łodzi wywołam w końcu film, który czeka od sierpnia. So excited! A poza tym, to jestem najbardziej śmierdzącym leniem wszech czasów. Napisałam całą pracę, poza abstraktem i podsumowaniem, od ponad tygodnia czytam artykuły po angielsku, w tempie jeden artykuł przez 3 dni, to żałosne. Nawet nie chce mi się przeczytać całej pracy od początku, żeby to podsumowanie zrobić. Brawa dla mnie.
01 February 2013
+10 do inteligencji
Ach, nie sądziłam, że sesja może przebiegać tak gładko. Prócz zwolnienia z egzaminu (dzięki ci Boże, albo Bożeno i teraz to już kij ci w oko!) za mój drugi egzamin dostałam... taratata czwórkę! Moja pierwsza i zapewne ostatnia 4 w historii egzaminów. Ale cóż się dziwić. To był jedyny semestr, w którym miałam wszystko zaliczone i naukę zaczęłam prawie tydzień przed. Repeta mi służy, heh.
Teraz pozostało skończyć pisanie licencjatu. I mam dwa tygodnie ferii, hm, właściwie teraz to już mam cały semestr ferii i coś muszę z tym zrobić, tylko bycie dorosłym człowiekiem jest takie ciężkie, jak ma się mentalność słabo rozgarniętej 15-latki.
I ach! Czekam na marzec i na Łódź! Can't wait.
Ok, kilka zdjęć z grudnia jeszcze, bo ostatnio posucha.
Robił Grzegorz, ubierała Karina, malowała Paulina, a stałam ja.
Teraz pozostało skończyć pisanie licencjatu. I mam dwa tygodnie ferii, hm, właściwie teraz to już mam cały semestr ferii i coś muszę z tym zrobić, tylko bycie dorosłym człowiekiem jest takie ciężkie, jak ma się mentalność słabo rozgarniętej 15-latki.
I ach! Czekam na marzec i na Łódź! Can't wait.
Ok, kilka zdjęć z grudnia jeszcze, bo ostatnio posucha.
Robił Grzegorz, ubierała Karina, malowała Paulina, a stałam ja.
25 January 2013
cud
- Tylko niech się pani nie stresuje - powiedział doktor, wciskając mi w ręce indeks. Już wiedziałam, co zaraz nastąpi i wbrew radzie wpadłam w panikę, co objawiło się niewyraźnym uśmiechem z serii "a muszę?" - Pójdzie pani do profesor i z nią porozmawia, żeby rozstrzygnąć ocenę. Tylko niech się pani nie stresuje!
Stałam jeszcze chwilę, niezbyt dowierzając, że posyła mnie na taką okrutną wyprawę. Ostatecznie jednak wydukałam, że "no dobrze..." i poszłam. Usiąść, bo miałam odczekać kilkanaście minut. W tym czasie usilnie próbowałam przypomnieć sobie, co też było na kolokwium numer dwa, którego nie zaliczyłam w pierwszym terminie. Uczyłam się do niego prawie dwa miesiące temu, co zdecydowanie działało na moją niekorzyść.
Wcześniej, gdy szłam po wpis, dokładnie wiedziałam, czego się spodziewać. Z pewnością nie cudów, cuda się u mnie nie zdarzają. Z wyników wychodziło mi niezbicie 3,5 i nie kłóciłabym się z tym werdyktem. Doktor z kolei wpatrywał się w moje oceny i orzekł, że nie wie, co ze mną zrobić, po czym poleciał się "skonsultować". Nie jestem mistrzem walczenia o swoje. Kiedyś bałam się podnieść rękę na znak, że byłam na wystarczającej ilości wykładów, by dostać o pół oceny wyżej.
W końcu uznałam, że nie mogę więcej zwlekać i trzeba stawić czoła nieuniknionemu. Siadłam w tym okropnym gabinecie i czekałam.
- No i co - nie wiem, co to za durne pytanie. Co, co? Ja zrobiłam już wszystko w tym semestrze, co mogłam. Nie ode mnie teraz zależało "co". Odparłam więc elokwentnie:
- No nie wiem.
Profesor nie omieszkała stwierdzić, że potrzebowałam całego roku, by się nauczyć przedmiotu. Próbowałam się bronić, ale jestem w tym równie marna.
- Jak widać na drugie koło też zabrakło czasu - co, miałam sie tłumaczyć? Powiedzieć, że nie, że uczyłam się cały cholerny tydzień, ale nie wyszło?
- Raczej pół punkta - odparłam i już więcej nie mówiłam, bo po co.
W związku z tym kobieta wzięła kalkulator i po chwili obwieściła mi to, co wiedziałam od dawna, a mianowicie, że wychodzi 3,5. Po czym dodała, że jeśli mnie to satysfakcjonuje, to postawi mi tyle z egzaminu. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy żartuje. Ostatecznie zaryzykowałam, że jednak nie żartuje i naprawdę zamierza mnie zwolnić. Rzekłam więc znamienne "tak". Potem plułam sobie w brodę, że nie uzupełniłam indeksu, bo też się tego uczepiła, z czego próbowałam wybronić się stwierdzeniem, że raczej nie brałam pod uwagę, że tak szybko dostanę wpis.
No cud.
A na dodatek później się okazało, że z pisanego wcześniej testu dostałam 4,5.
Wciągnęłam również pająka odkurzaczem, taka adrenalina!
Dzień pełen wrażeń.
Stałam jeszcze chwilę, niezbyt dowierzając, że posyła mnie na taką okrutną wyprawę. Ostatecznie jednak wydukałam, że "no dobrze..." i poszłam. Usiąść, bo miałam odczekać kilkanaście minut. W tym czasie usilnie próbowałam przypomnieć sobie, co też było na kolokwium numer dwa, którego nie zaliczyłam w pierwszym terminie. Uczyłam się do niego prawie dwa miesiące temu, co zdecydowanie działało na moją niekorzyść.
Wcześniej, gdy szłam po wpis, dokładnie wiedziałam, czego się spodziewać. Z pewnością nie cudów, cuda się u mnie nie zdarzają. Z wyników wychodziło mi niezbicie 3,5 i nie kłóciłabym się z tym werdyktem. Doktor z kolei wpatrywał się w moje oceny i orzekł, że nie wie, co ze mną zrobić, po czym poleciał się "skonsultować". Nie jestem mistrzem walczenia o swoje. Kiedyś bałam się podnieść rękę na znak, że byłam na wystarczającej ilości wykładów, by dostać o pół oceny wyżej.
W końcu uznałam, że nie mogę więcej zwlekać i trzeba stawić czoła nieuniknionemu. Siadłam w tym okropnym gabinecie i czekałam.
- No i co - nie wiem, co to za durne pytanie. Co, co? Ja zrobiłam już wszystko w tym semestrze, co mogłam. Nie ode mnie teraz zależało "co". Odparłam więc elokwentnie:
- No nie wiem.
Profesor nie omieszkała stwierdzić, że potrzebowałam całego roku, by się nauczyć przedmiotu. Próbowałam się bronić, ale jestem w tym równie marna.
- Jak widać na drugie koło też zabrakło czasu - co, miałam sie tłumaczyć? Powiedzieć, że nie, że uczyłam się cały cholerny tydzień, ale nie wyszło?
- Raczej pół punkta - odparłam i już więcej nie mówiłam, bo po co.
W związku z tym kobieta wzięła kalkulator i po chwili obwieściła mi to, co wiedziałam od dawna, a mianowicie, że wychodzi 3,5. Po czym dodała, że jeśli mnie to satysfakcjonuje, to postawi mi tyle z egzaminu. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy żartuje. Ostatecznie zaryzykowałam, że jednak nie żartuje i naprawdę zamierza mnie zwolnić. Rzekłam więc znamienne "tak". Potem plułam sobie w brodę, że nie uzupełniłam indeksu, bo też się tego uczepiła, z czego próbowałam wybronić się stwierdzeniem, że raczej nie brałam pod uwagę, że tak szybko dostanę wpis.
No cud.
A na dodatek później się okazało, że z pisanego wcześniej testu dostałam 4,5.
Wciągnęłam również pająka odkurzaczem, taka adrenalina!
Dzień pełen wrażeń.
19 December 2012
13 December 2012
Helsinki
| radość z ciotki :D |
| przyszła do mnie wiewióreczka <3 |
| jedziemy do krainy czarów! |
| playpark <3 |
| SŁODZIAKI |
| Porvoo o ile dobrze pamiętam |
| też Porvoo |
| pakujemy misia w teczkę i jedziemy na wycieczkę |
| weź wózek do rezerwatu, baw się dobrze! |
| piknik |
| uroczy portret rodzinny :D |
| ogród botaniczny |
| park w dzielnicy ambasad |
| mam babeczkę, jest dobra. |
16 November 2012
Subscribe to:
Posts (Atom)









