22 October 2013

I don't eat, I don't sleep

I am not a loving woman. That is a talent to love - and I lacked it.
Ktoś powinien być ze mną nocą i ratować mnie przed sobą. W dzień usiłuję ratować innych. Chyba marne mają ze mnie pocieszenie, ale przecież się staram.
Lecz cóż, jedyne towarzystwo, na jakie mogę liczyć, to pająki.

It's about using your unhappiness to help you see other people's pain.
George Eliot, Daniel Deronda
Ojejku. Postanowiłam przeczytać o panu Eliocie, bo zastanawiałam się kiedy pisał te swoje książki, bo w bibliotece jest tylko oryginał i uznałam, że mimo szczerych chęci XIX wieczna angielszczyzna mogłaby nieco przerosnąć moje możliwości... I okazało się, że George Eliot był kobietą. Boże. Tzn. wiem, że kobiety tak robiły, ale... Mimo wszystko się zdziwiłam, nie.

10 October 2013

z cyklu: zabawna historia [2]

Otóż dziś opowiem kolejną zabawną historię. Czwartek, moje pierwsze zajęcia z diagnostyki cytogenetycznej. Również jedne z pierwszych ćwiczeń laboratoryjnych w tym semestrze. Wszystko pięknie, dostaliśmy test na dobry początek (dobrze, że nie na ocenę, bo wykazałam się żałosnym poziomem wiedzy - po tylu latach! wstyd mi), ogólnie zajęcia zapowiadają się ciekawie i przynajmniej będzie to coś przydatnego.
Zadanie na dziś: założenie hodowli leukocytów, żebyśmy mogli w kolejnych tygodniach prowadzić rzeczoną diagnostykę. Hodowla leukocytów, czyli musieliśmy się trochę wykrwawić. Spoko, co to dla mnie! Już się kłółam na biologii molekularnej, fizjologii zwierząt, immunologii... Nic nowego. Tyle, że mieliśmy tym razem zwykłe igły do strzykawek, bo insulinówki ponoć za słabo tną, ehehe.
Wszystko gotowe.
Siadam, kłóję dwa razy, żeby lepiej leciało. Dwa razy machnęłam palcem i nie trafiłam do probówki, ale cztery krople wycisnęłam, wszystko pięknie. Sięgam po wacik kosmetyczny i przytykam do palca, zakręcam probówkę, mieszam, podaję koleżance z pary.
Śnię o zapachu krwi i o tym, jak wycieram palec wacikiem.
Dobrze mi się spało.
Dopóki nie przejrzałam na oczy i nie okazało się, że gapię się na sufit, że głowę podtrzymuje mi prowadząca ćwiczenia, a ktoś kładzie mi nogi na krzesło. Grupa skupiona naokoło - dostarczyłam mocy rozrywek! Trzęsą mi się ręce. Wychodzę na korytarz, kilka osób idzie ze mną w ramach asekuracji.
It's gonna be legendary. W przyszłych latach będą mówić: tylko uważajcie, bo jedna ze studentek kiedyś tu zemdlała.
Po kilku minutach wracam na salę i kończymy ćwiczenia, a prowadząca żartuje, żeby asekurować kolegę, który kończy zakładanie hodowli z krwi.
It'a a kind of funny story!

11 September 2013

kocham panią

Ostatnio brutalnie pozbawiona mp3 z powodu zepsutego kabelka (a potem baterii, która padła, nim ruszyłam w drogę) musiałam sama sobie dostarczyć rozrywki w postaci muzyki w autobusach i pociągach, i tak właśnie chodziła za mną ta piosenka (razem ze Znam ze snu twe usta i oczy twoje znam, jak we śnie tę samą masz postać, nawet uśmiech ten sam! Kto zgadnie, co to, wygrywa talon na balon.). W ogóle z racji znacznego pogrążenia w XIX wieku, a do tego po Kartce miłości, urzeka mnie niezmiernie ten zwrot. W ogóle te panny, panie i panowie. Chyba lubię dystans, jaki utrzymują między ludźmi.
Wachlowała się, zaczerwieniona i zgrzana tańcem. Pierś jej unosiła się pod prześwitującą koronką sta­nika. I znów poczuła na ramionach oddech Henryka, który jej nie odstępował, ale nie miała już siły, by uciec przed jego wyznaniem. Przysunął się i powie­dział cicho, tuż przy jej włosach:
—   Kocham panią! Jakże panią kocham!
Gorący żar ją ogarnął, zapłonęła od stóp do głowy. Boże mój! A więc powiedział — nie będzie już mogła udawać, że o tym nie wie! Jakże teraz zachowa spo­kój? Zaczerwienioną twarz zakryła wachlarzem. Roz­ochocona dzieciarnia tupała zawzięcie, tańcząc ostat­niego kwadryla. Dźwięczały srebrzyste śmiechy, piskli­we okrzyki radości rozlegały się jak świergot ptaków. Dziwna świeżość biła od tych maleństw rozhasanych jak diabliki.
—   Kocham panią! Jakże panią kocham! — powtó­rzył Henryk.
Zadrżała znowu, nie chciała słuchać. Nieprzytomna, cofnęła się do stołowego pokoju. Tu było pusto, tylko pan Letellier spał smacznie na krześle. Henryk wszedł za nią. Odważył się schwycić ją za ręce nie bacząc na nic; zadrżała, gdy zobaczyła jego twarz zmienioną pożądaniem. Powtarzał wciąż:
—   Kocham panią, kocham panią!
 Z racji tego, że nie przeszkadza mi słuchanie piosenek w kółko po tysiąc razy, to i powtarzanie dwóch wersów w nieskończoność też mnie zadowala, bo zawsze to lepsze, niż słuchanie ludzi w środkach komunikacji miejskiej.

To było tytułem wstępu, bo prócz tego mam kilka zdjęć z Tczewa. Generalnie moje małe marzonko się spełniło, bo jeżdżąc cztery lata przez tczewski most, bardzo chciałam kiedyś na niego wleźć i zrobić tam zdjęcia. No i w końcu wlazłam i zrobiłam. Zdjęcia robiła Klaudia G. i ogólnie było bardzo miło.



Jak widać na załączonym obrazku, muszę schudnąć, a jakoś na trzech dniach ćwiczeń się skończyło.

04 September 2013

girl from the neighbourhood

Zaraz po powrocie z Helsinek (męczącym, choć z pewnością pełnym wrażeń) poszłam na bardzo spontaniczne zdjęcia ze wspaniałą Kaliną i tym sposobem wykorzystałyśmy ostatni ładny wieczór, przed nastaniem dwóch dni iście listopadowych. Poszwędałyśmy się po starym mieście, w miejscach, o których istnieniu nawet nie wiedziałam, wzbudziłyśmy pewne, acz niezbyt wielkie, zainteresowanie wśród przechodniów i obie złapałyśmy katar.







A potem przebrałam się przy garażach (mam coraz większą wprawę, nie powiem) i stałam się wdową. Idealnie, if you ask me.




03 September 2013

po pierwsze: motywacja

Jako, że jest wrzesień, a ja jak zwykle w czasie wakacji rozrosłam się do rozmiarów słonia (albo wieloryba. Cud, że jeszcze nie ganiają za mną z harpunami.), to postanowiłam temu zaradzić w trybie przyspieszonym. Bo to już jest naprawdę skandal. Granice przyzwoitości przekroczone już trzy kilogramy temu. Teraz to już wspinam się na szczyty rozpaczy.
A zatem próbuję także zmobilizować Dorotę, bo w kupie raźniej (chociaż liczyłam, że wstanie wcześniej i poćwiczymy rano, niestety, przeliczyłam się).
I tu właśnie, w ramach motywacji, moje najpiękniejsze zdjęcie wstawię, z czasów, gdy miałam najpiękniejszą wagę i w ogóle jeszcze mi się chciało.


23 July 2013

500 days of Summer

Lato, więc wstawię letnie zdjęcia. Byłam na zlocie fotograficznym, więc mam mnóstwo zdjęć i wszystkie są prawie takie same, co mnie niespecjalnie urządza. Poza tym byłam atakowana ze wszech stron i tak zgłupiałam, że w sumie wszędzie wyglądam tak samo. Wolę kameralnie.

Poza tym, to chyba moje najbardziej towarzyskie wakacje. Jest fajnie.

A do zlotowych zdjęć malowała i czesała Sviatlana :)

zeszłoroczne od Gosi Kołtuniak

tegoroczne od Gosi
fot. Kalina Ciszewska <3

fot. Kalina Ciszewska
fot. Stanisław Malc


15 June 2013

zabawna historia

Opowiem dziś zabawną historię. Otóż włączyłam sobie film. Nie powiem jaki, żeby nie zbłaźnić się całkowicie. W każdym razie w tym oto filmie pewien lekarz miał naprawić komuś nogę, ale niezbyt mu to wyszło i noga poszła na cięcie.
W tym momencie ja, okaz zdrowia i sił witalnych poczułam nadchodzące nieszczęście, ale naiwnie sądziłam, że uda mi się temu zapobiec.
Otóż nie.
Pewne źródła każą mi sądzić, że obudziłam się około pół godziny później na podłodze. Mam zbite kolano, pokrzywione okulary i wciąż nie czuję się specjalnie dobrze.
Taka zabawna historia!

10 June 2013

Zmądrychwstanie racz mi dać Panie

Zostałam licencjatem.
Nie brzmi to zbyt dumnie, mało kto to pewnie uznaje za wartościowe i na pewno nikt nie pomyśli, co to była za droga krzyżowa, dotrzeć do końca.
To smutne.
I ostatecznie tak właśnie skończyłam, wracając (jedyne naprawdę szczęśliwe powroty to te po zdjęciach, żadne inne). A może to przez drugie dno.

Julia Marcell będzie na Cudawiankach, zacieszam.


28 May 2013

Costa Brava

Dzień pełen stresu, rozpoczęty o 5.30 (wstanie przed budzikiem o tej porze to chyba naprawdę najlepsze zobrazowanie stresu) i zakończony o 22. Oczywiście będąc nadgorliwą, wiecznie spieszącą się, skończyłam jak zwykle. Spóźniona. Głównie to w życiu jestem spóźniona, ale to taka dygresja, bo tu akurat mam na myśli sianie paniki w dziekanacie, włamywanie się do niego po zamknięciu, ręce zbyt trzęsące, by otworzyć torbę i skurcz żołądka przez 6h. Koniec końców załatwiłam. Swoją drogą, jestem taka elokwentna, że to aż boli. Moje rozmowy z promotorką z mojej strony wyglądają tak: dobrze, tak, mhm, tak tak, dobrze. I wychodzi na to, że cały przyszły tydzień spędzę w Olsztynie. Uh oh.

Plusem spędzenia całego dnia w Oln było wywołanie filmu z Hiszpanii (dobry czas, czekał tylko miesiąc, albo półtora!).



25 May 2013

blow out all the candles

Byłam dziś piękna na przekór pogodzie.
I w ogóle bardzo miło.
You're too old to be so shy, he says to me, so I stay the night.