01 February 2013

+10 do inteligencji

Ach, nie sądziłam, że sesja może przebiegać tak gładko. Prócz zwolnienia z egzaminu (dzięki ci Boże, albo Bożeno i teraz to już kij ci w oko!) za mój drugi egzamin dostałam... taratata czwórkę! Moja pierwsza i zapewne ostatnia 4 w historii egzaminów. Ale cóż się dziwić. To był jedyny semestr, w którym miałam wszystko zaliczone i naukę zaczęłam prawie tydzień przed. Repeta mi służy, heh.
Teraz pozostało skończyć pisanie licencjatu. I mam dwa tygodnie ferii, hm, właściwie teraz to już mam cały semestr ferii i coś muszę z tym zrobić, tylko bycie dorosłym człowiekiem jest takie ciężkie, jak ma się mentalność słabo rozgarniętej 15-latki.
I ach! Czekam na marzec i na Łódź! Can't wait.

Ok, kilka zdjęć z grudnia jeszcze, bo ostatnio posucha.
Robił Grzegorz, ubierała Karina, malowała Paulina, a stałam ja.






25 January 2013

cud

- Tylko niech się pani nie stresuje - powiedział doktor, wciskając mi w ręce indeks. Już wiedziałam, co zaraz nastąpi i wbrew radzie wpadłam w panikę, co objawiło się niewyraźnym uśmiechem z serii "a muszę?" - Pójdzie pani do profesor i z nią porozmawia, żeby rozstrzygnąć ocenę. Tylko niech się pani nie stresuje!
Stałam jeszcze chwilę, niezbyt dowierzając, że posyła mnie na taką okrutną wyprawę. Ostatecznie jednak wydukałam, że "no dobrze..." i poszłam. Usiąść, bo miałam odczekać kilkanaście minut. W tym czasie usilnie próbowałam przypomnieć sobie, co też było na kolokwium numer dwa, którego nie zaliczyłam w pierwszym terminie. Uczyłam się do niego prawie dwa miesiące temu, co zdecydowanie działało na moją niekorzyść.
Wcześniej, gdy szłam po wpis, dokładnie wiedziałam, czego się spodziewać. Z pewnością nie cudów, cuda się u mnie nie zdarzają. Z wyników wychodziło mi niezbicie 3,5 i nie kłóciłabym się z tym werdyktem. Doktor z kolei wpatrywał się w moje oceny i orzekł, że nie wie, co ze mną zrobić, po czym poleciał się "skonsultować". Nie jestem mistrzem walczenia o swoje. Kiedyś bałam się podnieść rękę na znak, że byłam na wystarczającej ilości wykładów, by dostać o pół oceny wyżej.
W końcu uznałam, że nie mogę więcej zwlekać i trzeba stawić czoła nieuniknionemu. Siadłam w tym okropnym gabinecie i czekałam.
- No i co - nie wiem, co to za durne pytanie. Co, co? Ja zrobiłam już wszystko w tym semestrze, co mogłam. Nie ode mnie teraz zależało "co". Odparłam więc elokwentnie:
- No nie wiem.
Profesor nie omieszkała stwierdzić, że potrzebowałam całego roku, by się nauczyć przedmiotu. Próbowałam się bronić, ale jestem w tym równie marna.
- Jak widać na drugie koło też zabrakło czasu - co, miałam sie tłumaczyć? Powiedzieć, że nie, że uczyłam się cały cholerny tydzień, ale nie wyszło?
- Raczej pół punkta - odparłam i już więcej nie mówiłam, bo po co.
W związku z tym kobieta wzięła kalkulator i po chwili obwieściła mi to, co wiedziałam od dawna, a mianowicie, że wychodzi 3,5. Po czym dodała, że jeśli mnie to satysfakcjonuje, to postawi mi tyle z egzaminu. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy żartuje. Ostatecznie zaryzykowałam, że jednak nie żartuje i naprawdę zamierza mnie zwolnić. Rzekłam więc znamienne "tak". Potem plułam sobie w brodę, że nie uzupełniłam indeksu, bo też się tego uczepiła, z czego próbowałam wybronić się stwierdzeniem, że raczej nie brałam pod uwagę, że tak szybko dostanę wpis.
No cud.
A na dodatek później się okazało, że z pisanego wcześniej testu dostałam 4,5.
Wciągnęłam również pająka odkurzaczem, taka adrenalina!
Dzień pełen wrażeń.

19 December 2012

.

czasem żałuję, że nie poddałam się, jednak, gdy to jeszcze mogło mieć jakikolwiek sens.

13 December 2012

Helsinki

radość z ciotki :D

przyszła do mnie wiewióreczka <3

jedziemy do krainy czarów!

playpark <3

SŁODZIAKI




Porvoo o ile dobrze pamiętam

też Porvoo

pakujemy misia w teczkę i jedziemy na wycieczkę

weź wózek do rezerwatu, baw się dobrze!

piknik


uroczy portret rodzinny :D



ogród botaniczny

park w dzielnicy ambasad




mam babeczkę, jest dobra.

10 November 2012

I'm Autumn

Okej, chyba już czas zaprezentować się w jesiennych barwach. Jestem mega podekscytowana efektami i  w ogóle całą sesją. A tak poza tym to się trochę nudzę (jak się trzeba było uczyć 24/7 to nie miałam takich problemów jak - co robić w weekend). To nic, to nic, coś się wymyśli. Zrobiłam już spis literatury na licencjat i został tylko problem ze źródłami anglojęzycznymi, bo nie wiem jak je znaleźć, a jeśli wiem, to jak je zdobyć, bo biblioteka chyba specjalnie nie obfituje, hm.

Zdjęcia: Kalina Ciszewska - fb
Wizaż: Joanna Grabowy
Stylizacja: Karina Borejszo - Vintage for ever












A do pełni szczęścia nowa piosenka Karen Elson, ohohohoh, rzygam tęczą <3

05 November 2012

feeling good

Ostatnio wszystko się układa. Niespodziewanie dobrze się układa, aż się prosi, zapytać - czy jest w tym jakiś haczyk?
W ogóle, to poszłam dziś do sklepu mięsnego! Ja! I kupiłam szynkę, a nawet dwie.
Niesłychane.
To było wyznanie na poziomie, czyż nie?
Z pewnością ciekawsze byłoby, jakbym powiedziała o wycieczce do Szczecina, ale to może później, jak już w końcu wywołam te nieszczęsne klisze. Mogłabym powiedzieć też o 4 z kolokwium, druga najlepsza ocena w grupie. Mogłabym powiedzieć o świetnej sesji, którą miałam wczoraj i o tym, że w 25 minut zdążyłam objechać z Suchanina na Morenę, spakować się, dojechać na dworzec, kupić bilet w kasie i w dodatku znaleźć wygodne miejsce siedzące w pociągu. Ale czyż to nie jawny przejaw, że się układa? A o sesji najlepiej powiedzą zdjęcia, jak już je dostanę <3

A to od melanżowego kolegi Matta.





15 October 2012

what do I stand for?

ach! most nights I don't know, anymore...
nie wiedziałam dziś, zwlokłam się z łóżka koło 11. moim największym osiągnięciem było zjedzenie dwóch marcepanów z nugatem. po co komu obiad. a nie, trochę pogrzebałam (hehe) i okazało się, że w bibliotece jest ze sto książek farmakologicznych, także mam już plan na ten tydzień...
i jutro mała seszyn.
+ Mykonos

a poza tym:

07 October 2012

lijo lijo lijo

Kilka zdjęć od Kasi, z którą spotkałam się w Starogardzie Gdańskim (wspominałam o sesjowym wrześniu, czyż nie). Nie ma to jak bieganie po polu w tą i we wtą, atakowanie nas przez krzyżaki i zostawienie po sobie kilku metrów kwadratowych pierza. Generalnie wesoło. A to nie był wcale koniec! Aha, no i nie zapominajmy o panu kierowcy, który nie zauważył, że jestem w autobusie i zdążył sobie zaparkować, nim mnie wypuścił.







03 October 2012

dog days are over

Cóż, oto mamy nowy rok akademicki, w którym dla odmiany nie mam prawie nic do roboty i to jest dosyć przerażające, bo bez ram czasowych, bez zapełnionego grafika przechodzę, a może raczej, kontynuuję stan wegetacji. Zajęcia stałe będą jedynie w poniedziałki i wtorki, we środy kolokwia raz na jakiś czas, w piątki blok 2 razy (okaże się lada dzień, kiedy dokładnie) i we czwartki dopiero pod koniec semestru.
Wypadałoby spiąć dupę, napisać licencjat w dwa miesiące i znaleźć pracę na przykład. Ciężki plan dla kogoś, kto zdążył zmienić się w wór.
Od poniedziałku zdążyłam za to odkurzyć dwa razy (kocham ten odkurzacz, co tu jest), ogarnąć balkon, odczyścić krzesło i posprzątać łazienkę. To jednak nie tak źle, jak na wór. Mam dwa okna i drzwi balkonowe, za każdym mieszka pająk. Przeklęte bestie, oby zdechły zimą. Ale w pokoju jest ciepło, mimo tych okien.

A to mój nowy pokój!